Jako wierni fani Sylwii Grzeszczak musieliśmy zbudować choć jeden dom na piasku w te wakacje. Cena jednak grała rolę dziś, dlatego pokonanie 140km zajęło nam pół dnia. Drugie pół cieszyliśmy się z małych rzeczy, bo wzór na szczęście w nich zapisany jest. Kiedy przetłumaczyliśmy sobie na francuski „molo”, „miruna”, „panierka” i „po ile cytryna do ryby?” ruszyliśmy na randkę. Okazało się, że miruna wyszła i zostały tylko grilowane krewetki, zimny kokos oraz ciepłe piwo. Nie zadawaliśmy pytań, nie prowadziliśmy gier : „Dwa zestawy sil wu ple”

Wieczorem daliśmy się zwabić na ognisko na plaży. Zorganizowały je nasze sąsiadki ze Szwajcarii, skusiły nas wizją bananów z czekoladą. Kiedy cukier uderzył do głowy zaczęły śpiewać. Z początku niewinne, „zum geburstag viel gluck” i „champ elysees”. Tym uśpiły naszą czujność, a kilka bananów później zaczęły jodłować przy blasku księżyca. Tak wyglądało nasze pożegnanie z Afryką. Mamy więc powód żeby wrócić i pożegnać się z godnością.

DSC07641DSC07791DSC07863DSC07882DSC08001DSC08048DSC08302DSC07985DSC08317DSC08323DSC08454

Reklamy